Rynek poligraficzny
Czasopisma
Książki
Opakowania
Akcydensy
Reklama zewnętrzna
Specjalne zastosowania
Usługi, maszyny, materiały

Coś więcej

niż drukarnia

Przypominam sobie zdarzenie sprzed lat. Przyjechał na rozmowy Francuz. Było do zarobienia coś ze sto tysięcy euro.

Przez prawie godzinie monologowałem... A to, że ośmio- i dziesięciokolorówki dwóch najlepszych producentów maszyn na świecie, inwestycje w najnowocześniejsze oprogramowanie, najszybsza dostawa... jednym słowem - światowy poziom.

Nie przerywał, potakiwał, a potem wypalił:

- Ale cena... Jaka jest cena?

Potem krótko uzasadnił, że dzisiaj wszyscy drukują na najwyższym poziomie. Dla niego liczy się, ile na tym zarobi i czy nie nawalimy z terminem? Dalsza część rozmowy, w oplecionej wisterią altanie, była już bardzo luźna - o tym, co jest ważne w życiu, a co nie. Sprzyjała temu majowa atmosfera ogrodu, który znajduje się przy firmie. Nad stawem przechadzało się stadko czubatek polskich, kur o polskim rodowodzie. Zapiał kogut zielononóżki. Kwitły mlecze.

Wtedy po raz pierwszy przewartościowałem swoje podejście do biznesu.

Dlatego, kiedy poproszono mnie o napisanie tekstu o drukarni Taurus, postanowiłem, że nie będę nadymał się i chwalił maszynami... bo tego potencjalny klient w ogóle nie przeczyta. Nuda. A dlaczego warto przyjść do Taurusa? Bo to coś więcej niż firma. Są tu pięknie zaprojektowane przez moją żonę Joasię wnętrza. Jest duże akwarium, dużo zieleni. Na wiosnę kwitną tulipany, latem bukietowe hortensje, jesienią przebarwiają się sumaki octowce i berberysy, a zimą odbijają się na tle śniegu czerwone pędy derenia. Często, gdy polecają nas innym, można usłyszeć: "Ach, to tam, gdzie są te piękne kury z długimi ogonami i staw".

Mimo "kryzysu" radzimy sobie. Wszystkie maszyny pracują, odkąd istnieje firma, na trzy zmiany. Dlaczego dajemy sobie radę? Bo - moim zdaniem - udało się w Taurusie stworzyć pewną wartość "dodaną". Zawsze denerwowało mnie, kiedy ktoś mówił do mnie "drukarz", bo wydawało mi się to określenie bardzo pospolite. Lepiej pasowało "coś więcej niż drukarnia". Z satysfakcją odnotowywaliśmy, kiedy dostawcy materiałów i maszyn chwalili się, że dostarczają swoje produkty właśnie do nas. Proponowano nam wstawianie swoich urządzeń na testy za darmo. Miło było usłyszeć opinie, iż może nie jesteśmy firmą dużą, ale za to opiniotwórczą.

Nie mamy najniższych cen na rynku, a jednak nasi klienci, kiedy mieli nóż na gardle, w czasach największego kryzysu, nie odchodzili ze swoimi prestiżowymi tytułami, bo gwarantowaliśmy im poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej strony, współpracujące z nami hurtownie dawały nam dobre ceny, gdyż wiedziały, że lepiej zarobić pewny grosik niż niepewną złotówkę. Od wielu lat nie spóźniliśmy się bowiem z zapłatą za jakąkolwiek fakture, wynagrodzenia, rachunki za energie elektryczną, ZUS... Trudno może w to uwierzyć w czasach, gdy normą są gigantyczne zaległości płatnicze, ale tak faktycznie jest.

Z różnych powodów prowadzimy interesy. Głównie dla zysku, ale też aby zaspokoić swoje ego, sprawdzić się, czy damy sobie radę, dla twórczych ambicji. Dla mnie osobiście jest jeszcze ważne, aby być etycznym w tym, co się robi, czyli "w porządku" nie tylko względem innych, ale i samego siebie. Banalne to, wiem, może dla wielu kolegów prezesów śmieszne, też wiem. Szkoda, że inni nie mają takiego właśnie podejścia do pracy, bo wtedy nam wszystkim łatwiej by się żyło, a Polska znajdowałaby się w zupełnie innym miejscu, niż jest obecnie. Dzisiaj patriotyzm, według mnie, to nie wywijanie szabelką, ale ciężka organiczna, pozytywistyczna praca od podstaw i... płacenie w terminie zobowiązań.

Stanisław Roszkowski